Krzysztof Tchórzewski: wysysanie kasy doprowadziło do zapaści górnictwa

Budujemy gazoport, żeby się uniezależnić od gazu z Rosji, a jednocześnie będziemy w coraz większym stopniu uzależnieni od rosyjskiego węgla - mówi dla portalu wnp.pl Krzysztof Tchórzewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister gospodarki.

Czy kopalnie Kompanii Węglowej zdołają przetrwać, skoro decyzja Rady UE nr 787 z 2010 roku wskazuje, że można wesprzeć pomocą publiczną tylko te zakłady, które zostaną przeznaczone do likwidacji?

- No właśnie, wróćmy do 2010 roku. Wtedy dwukrotnie zwracałem się do wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka, żeby zawetować decyzję nr 787 Rady Europejskiej. Przecież taka decyzja idzie do dalszej obróbki, do Komisji Europejskiej, kiedy już przedstawiciele poszczególnych rządów się na nią zgodzą. Na posiedzeniu Rady UE trzeba było skorzystać z weta. Nic złego by się z tego tytułu nie stało. Niestety premier Donald Tusk już na samym początku swych rządów wspomniał, że nie będzie hamulcowym i nie będzie korzystał z weta. To było szkodliwe, bowiem poszła za tym wieść, że nie ma sensu rozmawiać z Polakami, bo i tak na wszystko się zgodzą. Ostatecznie weta nie było... - Jeżeli już ta decyzja Rady UE weszła w życie, to trzeba było po 2010 roku nie drenować górnictwa, nie ściągać dywidendy, tylko przeznaczać środki na niezbędne inwestycje, na udostępnianie nowych pokładów. Każda ze spółek węglowych ma zbadane pola wydobywcze, z których - po zrealizowaniu inwestycji - można by wydobywać węgiel. Inwestycji nie ma. A węgiel wydobywa się z coraz to trudniejszych pokładów, co oznacza wyższe koszty. Przypomnę tu, że było przecież referendum prywatyzacyjne w Katowickim Holdingu Węglowym. Ponad połowa załogi opowiedziała się za prywatyzacją poprzez giełdę. Trzeba było wprowadzić Holding na parkiet, a środki z tego tytułu przeznaczyć na inwestycje rozwojowe. Gdyby tak się stało, to pewnie teraz byłby spokój w Katowickim Holdingu Węglowym. Jednak tę sprawę też przespano. Parę lat temu sytuacja na rynku węgla była korzystna. - Zgadza się, kilka lat temu była koniunktura na rynku węgla i wysokie ceny tego surowca. Trzeba było wówczas inwestować, a nie tylko wysysać z górnictwa kasę. Obecna, fatalna sytuacja w polskim górnictwie, to konsekwencja zaniechań rządu PO-PSL. Nie wiem, z czego to wynikało. Czy to było po prostu z głupoty, czy też było to celowe działanie.

Porozumienie z 17 stycznia 2015 roku dotyczące doraźnego programu dla Kompanii Węglowej w ogóle nie ratuje polskiego górnictwa. Zostało zawarte, żeby nie eskalowały protesty. Będzie wygaszanie kopalń, tylko w sposób łagodniejszy, z uwagi na reakcje społeczeństwa. Co zatem czeka polskie górnictwo? - Widać, że wydobycie węgla w Polsce w kolejnych latach będzie maleć. Przez to import węgla z Rosji może wzrosnąć - nawet do około 20 mln ton na rok. Wówczas polska energetyka zostanie uzależniona od węgla rosyjskiego. Budujemy dużym kosztem gazoport, żeby się uniezależnić od gazu z Rosji, a jednocześnie będziemy w coraz większym stopniu uzależnieni od rosyjskiego węgla. Przecież to fatalna sytuacja, którą widać jak na dłoni. A jak ocenia Pan sytuację w Jastrzębskiej Spółce Węglowej? - Jastrzębska Spółka Węglowa miała iść na giełdę, by pozyskać środki na realizację inwestycji. Jednak poszły te środki do budżetu, a nie na program inwestycyjny spółki. Obecnie mamy w JSW napiętą sytuację, jest referendum strajkowe, bowiem załogi nie godzą się na oszczędności wprowadzone przez zarząd kosztem pracowników. Żeby JSW mogła się rozwijać, to trzeba w niej zrealizować inwestycje w wysokości 6-10 mld zł. Niestety od siedmiu lat rządy PO-PSL nic nie robiły. Mieliśmy tylko do czynienia z wysysaniem pieniędzy z górnictwa. Skutki tego, jak widać, są opłakane. (źródło:wnp.pl)